Jeżeli uczyć się – to od najlepszych – Wacław Wantuch fotografia Aktu – to fotograf tworzący jedne z ciekawszych prac AKTu kobiecego, mający wypracowany swój charakterystyczny styl pracy, pozwalający na rozpoznawalność jego prac. Jest on niewątpliwie najbardziej znanym polskim fotografem uprawiającym tego typu fotografie. Przedstawiam moją osobistą relację z indywidualnych warsztatów w jakich miałem okazję uczestniczyć poznając sekrety mistrza.

Tytułem wprowadzenia …

Za Wikipedią:  Wacław Wantuch (ur. 1965 w Tuchowie) – artysta fotografik i pisarz, pracujący w Krakowie. Tworzy przede wszystkim akty kobiece. Ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie. Autor książki Kamień wawelski? (Castor, Kraków, 1992) i albumów fotograficznych. Wystawiał w kraju i za granicą. Znakiem rozpoznawczym jego aktów są zaskakujące ujęcia. Link do Wikipedii

Trudno jest tylko pisać o fotografie w tym wypadku ważne by zapoznać się z jego pracami. Na pewno warto zajrzeć na stronę: www.waclawwantuch.com

Pierwsze moje „spotkanie” z Wacławem Wantuchem

Był rok 2008 po kilku już sesjach fotografii aktu doszedłem do wniosku, że muszę pogłębić swoją wiedzę z tej dziedziny. Im więcej wykonywałem tego typu zdjęć tym bardziej zdawałem sobie sprawę jak mało o tego typu fotografii wiem.

  • Jak sprawić by modelka przed moim obiektywem dobrze się czuła?
  • Jak przygotować skórę modelki?
  • Jak dobrać oświetlenie? – Jedno źródło światła czy wiele źródeł? światło słoneczne czy raczej światło z lamp studyjnych?

Te i wiele innych pytań zainspirowały mnie do poszukiwań informacji w internecie. Natrafiłem na serię doskonałych artykułów napisanych w formie wywiadu z Wacław Wantuch fotografia Aktu zamieszczonych na stronach www.fotopolis.pl

Backstage - w pracowni mistrza - przygotowanie do ujęcia

Backstage – w pracowni mistrza – przygotowanie do ujęcia

Ze względu na to, że czasem „znikają” artykuły które z różnych powodów uważam za ważne w tym wypadku pozwolę sobie zamieścić skróty artykułów oraz linki do oryginałów – celowo nie zamieszam zdjęć które ilustrowały artykuły – proszę zajrzeć do oryginalnych artykułów – zachęcam bo WARTO:

http://www.fotopolis.pl/warsztat/porady-fotograficzne/6251-akt-cykl-porad-waclawa-wantucha

PRACA Z MODELKĄ

Dzisiaj w pracowni Wacka jest cicho i spokojnie, nie ma sesji fotograficznej, możemy, więc, spokojnie usiąść i porozmawiać. Nikt nam nie przeszkadza, nawet mały Franek ze swojego leżaczka puszcza nam tylko spojrzenia i uśmiechy od ucha do ucha, zachowując stoicki spokój.

JK: Skoro możesz udzielić nam porad dotyczących fotografii aktu, może zacznijmy od podstaw – czy mógłbyś wpierw zdefiniować, czym jest „akt”?

WW: Jeżeli zapytasz kogoś, co oznacza słowo „akt”, to uzyskasz tyle odpowiedzi, ilu osób spytałeś. Ja rozumiem to w taki sposób, w jaki nauczyłem się tego słowa w Liceum Plastycznym, czy na Akademii Sztuk Pięknych. Tam, na drzwiach, były umieszczone kartki z napisem: „Akt – pukać, czekać!”. To, co robiliśmy tam, za tymi drzwiami – to było po prostu studium ciała – czy była to rzeźba, czy rysunek, czy malarstwo, czy fotografia. Analizowaliśmy zależności światła i cienia, płaszczyzny, kompozycję – to właśnie był dla nas akt. Moje wchodzenie w tę sferę definicji „erotyczno-socjologiczno-pornograficznych” jest o tyle trudne, że termin „akt” jest dla mnie jednoznaczny.

Rozmawiając z wieloma osobami na ten temat, uzyskuję odpowiedzi, albo encyklopedyczne, albo zmierzające w kierunku erotyki, czy wręcz pornografii, ewentualnie dywagacje – ile to jeszcze ubrania mogłoby pozostać na nagim ciele. Tak moglibyśmy jeszcze sobie gdybać, jednak dla mnie ma konkretne znaczenie – studium ciała.

JK: Zanim przejdziemy do meritum zagadnienia, może udzieliłbyś wstępnej rady początkującym fotografom, którzy właśnie uznali, że przyszła pora na fotografię aktu. Czy wystarczy sam fakt dysponowania aparatem, jakimś oświetleniem i modelką, aby stworzyć estetyczne zdjęcie aktu?

WW: Niestety, obawiam się, że takiej rady nie ma. Chociażby dlatego, że związane jest to z potrzebami. Każda z osób, która bierze się za robienie zdjęć, ma zupełnie inne oczekiwania dotyczące efektu końcowego. Fotografujący musi dokładnie wiedzieć, czego chce, bo wtedy praca idzie bardzo precyzyjnie – w przypadku zejścia z drogi, może momentalnie na nią wrócić, gdyż wie, co jest jego celem. Tu nie chodzi o rozpoczęcie pracy na zasadzie: „ja fotograf – ty modelka, to zróbmy tobie zdjęcia na golasa”, to musi być dokładnie przemyślane. Powiem to na swoim przykładzie (może jest mi łatwiej): od samego początku przyjmowałem takie założenie, że będę robił wyłącznie takie zdjęcia, które będą się nadawały do powieszenia na ścianie. Zatem automatycznie dyskwalifikuję zdjęcia, których bym się wstydził ze względu na nadmierną erotykę, ze względu na ośmieszające, czy niekorzystne pokazanie modelki, ze względu na ich wulgarność. Wstydziłbym się również zdjęć kradzionych – nosimy w głowie całą masę obrazów zobaczonych i zapamiętanych, a wtedy bardzo łatwo przy ustawianiu pozy dokonywać zapożyczeń, nawet nieświadomych. Istnieje też ryzyko wpadnięcia w manierę, na przykład, manierę „fotografa podglądacza”, gdzie dziewczyna jest fotografowana, tak jakby została przyłapana przez dziurkę od klucza. Istnieje również maniera takiego „naturalizmu”, gdzie ciało nie zostanie ułożone, zaaranżowanie, gdzie ujęcia wykonywane są nonszalancko, wręcz wulgarnie, bez kontroli – czy modelka wygląda korzystnie, czy nie.

JK: Raz kozie śmierć… Będziemy robić zdjęcia, zapraszamy modelkę do studia. Czy lepiej będzie, gdy przyjdzie sama, albo może z osobą towarzyszącą?

WW: Nie jest to dla mnie istotne. Dziewczyny przychodzą same, bywa również tak, że przychodzą z koleżanką, z siostrą. Bywało, że przychodziły ze swoimi narzeczonymi, mężami. Jeżeli dziewczyna jest niepełnoletnia, wymagam, aby przyszła z mamą. Nie zdarzyło mi się, aby przyszła z ojcem, jednak matki zupełnie inaczej postrzegają swoje córki. Ojcowie wykazują dużo większy konserwatyzm, więc zapewne, ani żona, ani córka, nie poinformują go o wizycie w studio fotograficznym na sesji aktu. Wracając do modelek odwiedzających studio w towarzystwie sióstr, czy koleżanek, w takim przypadku mogę nawet liczyć na podwójną sesję, gdyż ta, która miała być „przyzwoitką” w studio, staje się drugą modelką.

Nie wiem, może chodzi o zazdrość, a może widzi, jak niewiele trzeba, aby zrobić fajne zdjęcia i to ją kusi. Można spróbować zagadnąć hasłem w rodzaju: „może ty teraz staniesz na planie, bo twoja koleżanka już jest zmęczona, więc możecie pozować na zmianę”. W większości przypadków okazuje się skutecznym zabiegiem. Dziewczyny przyprowadzają też na sesję swojego chłopaka, czy męża. W takiej sytuacji panowie ci są bardzo użyteczni, jako asystenci, szczególnie podczas fotografowania z użyciem dużej ilości oliwki na skórze. Akurat takie przygotowanie ciała bardzo szybko ulega uszkodzeniu przez otarcie ręką, czy nogą. Pracując sam, musiałbym oderwać się od zdjęć, robić korektę skóry, myć ręce, by nie ubrudzić aparatu i wrócić na stanowisko. To wydłuża tylko czas, a za chwilę okazuje się, że otarło się w drugim miejscu. Mając asystenta, proszę aby ponownie pomalował ciało w tym, czy innym miejscu i zawsze mogę liczyć, że czynność ta zostanie wykonana starannie i z dużym pietyzmem. Tak więc, taka osoba towarzysząca wcale mi nie przeszkadza, a może być bardzo pomocna.

JK: Jak rozpocząć sesję, zapewne początkujące modelki odczuwają duży stres związany z przyjściem do studia?

WW: Początkujące modelki odczuwają silny stres związany ze świadomością, że muszą stanąć nago przed obcym facetem. Musisz pamiętać, że zdjęcie ubrania jest czynnością bardzo intymną, więc tu należy zapewnić komfort sytuacji i umożliwić rozebranie się za zasłoną, w oddzielnym pomieszczeniu, albo odwrócić się do niej plecami, bo pierwsze, co musi zrobić, to zrzucić z siebie całe ubranie. Nie uważam za konieczne rozpoczynanie sesji od, na przykład, portretu jeszcze w ubraniu. Bardzo ważną rzeczą jest brak pośpiechu w rozpoczynaniu sesji, nawet możesz ją opóźniać. Aby dziewczyna oswoiła się z sytuacją, można wykorzystać początkowy, „techniczny” etap, kiedy ze skóry muszą zejść odciśnięte na niej ślady bielizny, biustonosza, ubrania – wtedy można zrobić zdjęcia portretowe. Jest to godzina lub dłużej, kiedy nie warto robić zdjęć ciała, a modelka powinna założyć na ten czas coś bardzo lekkiego i luźnego. Szlafrok nie jest najlepszym rozwiązaniem, gdyż może spowodować powstanie kolejnych odgnieceń na skórze. W mojej pracowni najlepiej sprawdza się bawełniany t-shirt w rozmiarze XXL, jak założy, to sięga do kolan (…śmiech). Jeżeli dziewczyna jest wyraźnie skrępowana sytuacją pozowania do aktu, można jej pomóc w oswajaniu się z sytuacją i zamiast t-shirta, może owinąć swoje ciało draperią (płatem tkaniny), którą będzie przed obiektywem odsłaniać w takiej kolejności, jaką sama wybierze. Czy to będzie noga, czy brzuch, czy ramię, czy pierś – jest to taka zabawa, w trakcie której wykonujesz zdjęcia – potem pokazujesz jej zdjęcia, a ona jest wtedy w stanie przekonać się, że w tym oświetleniu, w tej sytuacji wygląda bardzo atrakcyjnie, że z cienia wyłania się tylko ten element, który chciała pokazać. Taka zabawa dobrze rozluźnia napięcie.

JK: Modelka pokonała wreszcie swoje skrępowanie i obnażyła swoje ciało. Czy teraz już przystępujemy do „strzelania” fotek?

WW: Zaraz, zaraz – powoli. trzeba popracować nad relacjami w studio, wcale nie jest powiedziane, że dziewczyna przestała być skrępowana. Wygrywasz dużo pokazując modelce, że nie jesteś „obłapiaczem”, nie pożerasz jej wzrokiem. Musisz ukrywać starannie własne emocje i zachować obojętną postawę. Ta obojętność nie może być udawana, po prostu nie spiesz się z rozpoczynaniem sesji, takie opóźnianie sesji jest bardzo korzystne dla dalszego jej przebiegu. Ja robię to w taki sposób – ustawiam dziewczynę w takim oświetleniu, jakie zostanie użyte w czasie zdjęć, przed nią stawiam duże lustro.

Następnie instruuję, co się dzieje, gdy będzie bliżej tła, bliżej światła, jak wygląda definiowanie światłem krawędzi i płaszczyzn, jak światło modeluje wypukłości i wklęsłości. Wtedy odwracam się, a ona musi się pooglądać w lustrze i wybrać sobie miejsce, w którym czuje się najbardziej komfortowo, jeżeli chodzi o oświetlenie. Może być tak, że światło będzie padało na nią pełnym strumieniem ukazując całe ciało, a może być tak, że światło będzie padać w sposób subtelny, oszczędny, aby tylko zarysowywało jej sylwetkę. Tu chodzi o dawanie wyboru modelce – o jej własne propozycje, aby ona sama określiła, jak chciałaby wypaść na zdjęciach. Czy chce się pokazywać w pełnym świetle, czy może chce, abyśmy realizowali bardziej subtelne oświetlenie, gdzie większa część jej ciała jest ukryta w mroku. Ona musi się oswoić z widzeniem siebie na planie, przekonać się co widać, a czego nie widać. Jest to bardzo ważne, żeby miała ten czas tylko dla siebie. Wtedy jestem odwrócony do niej plecami i rozpoczynamy dopiero, gdy powie, że znalazła już sobie odpowiednie miejsce. Nie narzucam swojej woli, że muszę mieć takie, a nie inne światło, ma być taka, a nie inna poza. Dużo lepiej jest dać do wyboru sposób oświetlenia, gdy dziewczyna zobaczy swój wygląd w pełnym, czy bardziej delikatnym świetle.

JK: Czy zdarza się, że, mimo, spokojnego, powolnego oswajania się z pozowaniem do aktu, modelka nie nabierze swobody? Przecież w takiej sytuacji na zdjęciach będzie widać „sztywność” dziewczyny.

WW: Bywa tak. Powodem, że tak się może zdarzyć, często jest to, że dziewczyna została wysłana przez kogoś na zdjęcia. Miałem kilka takich sesji, kiedy mężowi bardziej zależało na zdjęciach, niż jej na tym, aby pozowała. To łatwo poznać, kiedy słyszysz od modelki teksty, typu: „a długo jeszcze?”, „a która godzina?”, „już nie utrzymam tej pozy”, itd., jest to oznaką, że ta dziewczyna po prostu nie chce być w studio. Bywają też inne przyczyny, kiedy nie chce „puścić” skrępowanie modelki.

JK. Czy w takiej sytuacji jest sens kontynuowania sesji?

WW: Niezależnie od przyczyn, nie powinno się przerywać sesji i to z dwóch powodów. Po pierwsze możesz zrobić krzywdę psychice dziewczyny. Może ona wyjść z przeświadczeniem, że się do niczego nie nadaje, co też może paskudnie odbić się na jej samoocenie. Nie rób tego, bo modelka rozbierając się przed tobą, pokazując intymne części ciała, obdarza cię wielkim zaufaniem. Z powodu tego zaufania, nie wolno ci nigdy wyśmiać, skrytykować jakiejkolwiek części ciała modelki – byłoby to dla niej bardzo krzywdzące. Drugi powód jest całkiem egoistyczny (…śmiech) ? jeżeli poświęcasz dzień, planujesz, że jest on przeznaczony na sesję – co byś zrobił wtedy z wolnym czasem, gdyby nie było sesji? (…śmiech). Wtedy zawsze pozostaje… makrofotografia.

JK: ??

WW: Stań się „fotografem przyrody”, połóż dziewczynę na podeście i szukaj na jej ciele motywów, które możesz wykorzystać, jako elementy kadru w zbliżeniach. Jeżeli z jej postaci nie możesz uzyskać satysfakcjonującej pozy, to przynajmniej fragmenty ci się przydadzą. W takiej sytuacji modelka na pewno zareaguje na polecenia typu „lekko się obróć”, „trochę się pochyl”, czy „delikatnie się obracaj z boku na bok”, a ty możesz wyszukać ładne miejsca na ciele. Twój czas będzie wykorzystany.

Być może powstanie materiał, który dla niej będzie nudny, jednak znalezienie dobrej makrofotografii z aktu kobiecego jest niesłychanie trudne, gdyż nie tylko idzie o znalezienie fajnych, ładnie ukształtowanych fragmentów ciała, ale również o odnalezienie światłocienia, układu łuków, krzywizn, oświetlenia, pogrążenia w cieniu. Taka sesja też potrafi trwać cały dzień, może się zdarzyć, że nie będzie z niej materiału, ale też może okazać się, że warto było popracować dla jednego zdjęcia. Nie masz więc poczucia zmarnowanego czasu, a i modelka też nie wyjdzie z niczym.

JK: Wrócę jednak do braku „luzu” modelki. Nie zamierzam robić takiej makrofotografii, bo jednak celem było fotografowanie póz całego ciała. Co wtedy?

WW: Raz w sytuacji, kiedy brakowało modelce kreatywności i swobody w pozowaniu, widać, że niewiele się da z niej „wycisnąć”, a nie chciałem na niej wymuszać jakichś póz, bo tego nie stosuję, z pomocą przyszedł mi przypadek.

Nastąpiła awaria oświetlenia studyjnego, co zmusiło nas do przerwania sesji i umówiliśmy się na kolejne spotkanie. Dobrze się stało, bo dziewczyna mniej więcej zorientowała się na czym polega pozowanie, a ja miałem okazję zadać jej „pracę domową” – poprosiłem, aby do następnej sesji poćwiczyła różne układy wymyślonych póz przed lustrem, powtarzając sobie w myśli: „jestem super zbudowaną modelką. Jestem modelką i wspaniale pozuję”. Okazało się to skuteczne. Innym sposobem, ale najmniej skutecznym, może być propozycja lampki koniaku dla rozluźnienia. Pamiętaj jednak, że taki „rozluźniacz” działa krótko, parę minut, a kończy się stratą sił i chęci modelki do dalszego pozowania. Odwaga przychodzi na chwilę, a potem następuje zobojętnienie.

JK: Może jest jakieś bardziej psychologiczne wspieranie kreatywności modelki przy pozowaniu?

WW: Dużym atutem, działaniem z dobrym skutkiem w trakcie sesji, jest komplementowanie. Chodzi jednak o to, aby być w tym szczerym, nie robić „wazeliniarstwa” bez powodu, ale komplementować fajność jakichś układów, póz. W takiej sytuacji, dziewczyna to szybko „łapie” i możecie szybko zrobić serię z nieznacznymi modyfikacjami fajnej pozy. Trzeba trzymać rękę na pulsie i szybko reagować pochwałą na pozę, która nam się podoba. Szczególnie dotyczy to początkujących modelek. Chociaż zdarza się również, że dziewczyna szybko „chwyta” i nie nadążam z fotografowaniem układów, jakie modelka kreuje w ekspresowym tempie.

JK: A modelki z doświadczeniem w pozowaniu do aktu?

WW: Stworzyłem sobie, na swój prywatny użytek, taką klasyfikację modelek, podzieliłem na kategorie: amatorka, modelka, tancerka, artystka i, nie wiem, jak nazwać, może „ekshibicjonistka”. Amatorka ma to do siebie, że może nie „czuć” samego pozowania, ale może mieć fajne pomysły na pozy, może mieć ładną budowę ciała i choćby z powodu, że chce mieć zdjęcia, będą z tego ładne zdjęcia.

Modelka – często jest tak, że jest to dziewczyna, która ma doświadczenie w pozowaniu do aktu, czy fotografii erotycznej i wtedy widzisz na planie powtarzanie tak oklepanych póz, że stoisz przy aparacie i upominasz ją, żeby przestała grać na stereotypach – bo to już było, bo nie chcesz robić takich zdjęć, jakich wszędzie pełno. Innym rodzajem modelki jest dziewczyna, która nie pozowała do aktu, ale ma doświadczenie w modelingu, dysponuje pewnym zestawem trików, które dobrze działają na wybiegu, lecz w studio zupełnie się nie sprawdzają. Oczywiście nie generalizuję, bo w obydwu rodzajach zdarzają się dziewczyny obdarzone ogromną kreacją przy pozowaniu. Tancerka jest osobą, która uwielbia gimnastykę swojego ciała, a celem tej gimnastyki jest zaprezentowanie estetycznego układu, dzięki czemu fotograf otrzymuje gotowe pozy. Tancerka jest „kompozytorem” tych póz, a fotograf może poprzestać na rejestrowaniu obrazu. Kiedyś myślałem, że najlepiej będą pozowały tancerki klasyczne – baletnice, jednak zdarzają się wyjątki – na jednej z sesji baletnica siedziała na podeście niczym manekin i oczekiwała ode mnie dokładnej instrukcji, co ma robić – jak ułożyć rękę, jak nogę i tak dalej. Okazało się, że w czasie zajęć baletowych każdy krok, każdy gest, układany jest przez choreografa, co bardzo ograniczało jej własną inwencję. Mimo to, dla mnie tancerki mają w sobie najwięcej kreatywności, uważam, że dają mi najlepszy materiał zdjęciowy. Artystki są mistrzyniami w układach dłoni, w akcie mniej ważne są piersi, pośladki, twarz, uda, pępek, czy talia ? najważniejszym elementem w akcie są właśnie dłonie i umiejętność ich układania, złym układem dłoni można najłatwiej zepsuć zdjęcie aktu. Właśnie artystki, jak je nazwałem, potrafią niezależnie od pozy, w jakiej się znajdują, genialnie ułożyć dłonie i palce. W przypadku dziewczyn, jak je sam dla siebie nazwałem, „ekshibicjonistek” , to ty jako fotografujący, musisz uważać i działać hamująco w trakcie sesji, aby nie pokazać za dużo, aby zdjęcia nie stały się wulgarne.

JK: Wacku, bardzo dziękuje za uchylenie rąbka tajemnic pracy z modelkami. Czego możemy życzyć fotografom, sposobiącym się do fotografii aktu?

Przede wszystkim przemyślenia całego projektu, a później spokojnej pracy bez emocji. Ogromnie ważne jest uszanowanie godności modelki. Modelkom życzę, takich sesji na których fotografowie nie zawiodą ich zaufania.

JK: Bardzo dziękuję, do następnego spotkania – wtedy poproszę o zdradzenie tajników przygotowania skóry modelki do fotografowania.

Rozmawiał: Jacek Kowalczyk

Wacław Wantuch o akcie – przygotowanie ciała modelki

http://www.fotopolis.pl/warsztat/porady-fotograficzne/6300-waclaw-wantuch-o-akcie-przygotowanie-ciala-modelki

JK: Poprzednim razem rozmawialiśmy o pracy z modelką, ale w kontekście psychologicznym, teraz porozmawiajmy o bardziej „technicznych” zagadnieniach związanych z pracą z modelką. Może kilka słów wstępu?

WW: Każda osoba mająca trochę doświadczenia w studio zdaje sobie sprawę, że nieprzygotowana do sesji powierzchnia ciała może robić nam różnego rodzaju psikusy, czy niespodziewane efekty, których sobie możemy nie życzyć. Należy pamiętać, że skóra produkuje różne wydzieliny, z różną intensywnością, w różnych miejscach, a to może spowodować lokalne, nierównomierne spotęgowanie się połysku i doprowadzić do niekontrolowanych refleksów światła. Oczywiście pozostawienie skóry bez przygotowania nie jest wykluczone, ale taką decyzję dobrze jest podjąć przed planowaniem całej sesji.

JK: Skoro mówimy o niekorzystnych odblaskach, czy oznacza to, że fotografujesz tylko modelki ze zmatowioną skórą?

WW: Oczywiście, że nie. Może powiem teraz o rodzajach przygotowania powierzchni skóry, jaki stosuję w swojej praktyce. Ciało może zostać przygotowane do fotografowania w różnym stopniu połysku skóry. Skóra może być matowa, może posiadać połysk, a nawet bardzo wysoki połysk. Możemy także fotografować ciało „sauté”, bez przygotowania. Odrębnym działem przygotowania ciała do fotografowania jest body-painting, jednak jest dosyć trudny, chociaż w fotografii aktu daje bardzo ciekawe efekty. Brak popularności tej techniki wynika nie tylko z tego, że muszą zostać użyte odpowiednie farby, ale również z tego, że ich nakładanie jest trudne i wymaga dużego doświadczenia. Jeżeli jesteśmy już przy doświadczeniu – byłoby super, gdybyśmy mieli do dyspozycji wizażystkę, dlatego, że samodzielne przygotowanie ciała do sesji może być kłopotliwe dla wykonawcy, ponadto może zostać niekorzystnie odebrane przez modelkę, na której będziemy eksperymentować. Nie mając tego typu obycia, zdecydowanie lepiej jest poprosić dziewczynę o samodzielne przygotowanie powierzchni ciała, a my możemy jej tylko pomóc w miejscach dla niej trudno dostępnych. Jest to o wiele lepsze, bo dziewczyny nabrały już niezbędnej wprawy podczas codziennego makijażu. Tak się stało, że nie boję się tej wiedzy, bo ukończyłem kurs makijażu na potrzeby fotografii. Egzamin miałem wyjątkowo trudny, bo moją modelką była moja instruktorka, więc, żeby go zdać, nie mogłem pozwolić sobie na żadną „fuszerkę”.

JK: Może zaczniemy od skóry matowej.

WW: Jest kilka metod matowienia skóry, osobiście korzystam z trzech sposobów przygotowania skóry na mat. Pierwszy z nich jest stosunkowo kosztowny, jeżeli trzeba nabyć np. fluid stosowany zazwyczaj przy makijażu twarzy, który należy rozprowadzić na całym ciele, możemy położyć dodatkową warstwę matującą, czyli sypki puder. Jednak, jak powiedziałem, jest to rozwiązanie należące do droższych. Innym rozwiązaniem jest profesjonalna pasta do matowienia ciała, którą stosuje się w praktyce teatralnej i filmowej. Może to być także puder w płynie, jednak jest on bardzo trudny do rozprowadzenia.

Bardzo szybko wysycha i trzeba mieć sporo wprawy, aby rozprowadzić go równomierną, jednolitą warstwą, bez pozostawiania „mazów” i zacieków. Cały ten trud odwdzięcza się jednak pięknym, głębokim matem. Matowienie ciała można wykonać również sposobem mniej profesjonalnym, co nie znaczy amatorskim – po prostu taniej. Można użyć do tego zwykłą bazę kosmetyczną i nanieść równomiernie na skórę. Bazą nazywam preparat, który „gruntuje” skórę, powoduje zasklepienie porów i będzie stanowił warstwę, do której będzie przylegał sypki puder. Zamiast pudru można zastosować również talk. Osoby, które zastosują sypkie pudry, czy talk chciałbym jednak uprzedzić, że wszędzie w studio będą się „plątać” drobinki pudru, na aparacie, na obiektywie, we wnętrzach szafek – dosłownie wszędzie. Dlatego może lepiej zrobić to w oddzielnym pomieszczeniu.

JK: A co nam daje zmatowienie skóry?

WW: Może dla laika będzie niezauważalne, że skóra modelki podczas fotografowania była matowa. Natomiast w pracy fotograficznej mat daje zredukowanie refleksów światła, nie ma wtedy niespodziewanych wybłyszczeń na szczytach łokci, ramion, czubku nosa, czole, kościach policzkowych, piersiach, kolanach itp. Ciało przyjmuje światło w sposób równomierny i unikamy w ten sposób „wypalonych” miejsc w obrazie, dodatkowo scala kolor skóry. „Marmurkowatość skóry” przestaje być tak uciążliwa. Podobnie przestają drażnić zmiany kolorystyczne w okolicach stawów, czy cała gama fioletów i zieleni z naszych żył widocznych tuż pod skórą.

JK: To może teraz coś zupełnie innego – połysk?

WW: Połysk jest całkowitym przeciwieństwem matu, to właśnie powierzchnie błyszczące spowodują nadmierną eksplozję świateł szczytowych na wypukłych elementach fotografowanego ciała. O ile ciało matowe będzie nam dawało iluzję gipsowego odlewu z modelki, to ciało potraktowane środkiem nabłyszczającym da nam iluzję wypolerowanego marmuru, czy alabastru. Połysk ciała szczególnie podkreśli wypukłości ciała i spowoduje powstanie głębszego cienia w jego wklęsłościach, podniesie plastykę bryły ciała. Ten efekt jest bardzo atrakcyjny i kuszący, ale jego używanie bez umiaru może stać się brzydką manierą. Do nabłyszczania skóry najlepiej jest stosować oliwkę dla dzieci, ale spotykana również oliwka w postaci żelu może okazać się nieodpowiednia dla wrażliwej skóry. Zdarza się, że taki żel powoduje uczulenie u dziewczyny i wtedy trzeba zakończyć sesję, bo modelce mogą pojawić się nieładne plamy na skórze i swędzenie.

Samo nanoszenie oliwki wymaga zwracania uwagi na precyzję nakładania w taki sposób, aby oliwka stworzyła na ciele równomierny film. Nie może być położona tak nonszalancko, jakby była olejkiem do opalania na plaży. Bardzo wysoki połysk osiąga się przez naniesienie oliwki delikatnym, szerokim pędzlem syntetycznym. Jednak przy stosowaniu tak wysokiego połysku trzeba bardzo uważać w trakcie sesji – z modelki spływa oliwka na podest, a to jest o tyle niebezpieczne, że dziewczyna może mieć kłopot z utrzymaniem równowagi – może się łatwo pośliznąć i spaść z podestu.

JK: Na początku naszej rozmowy wspomniałeś o fotografowaniu skóry „sauté”, czy możliwe jest wtedy poprawne wykonanie zdjęć?

WW: Ciało fotografowane jako „sauté” , czyli w sytuacji, kiedy nie używamy żadnych środków – ani do matowienia, ani do nabłyszczania, wcale nie musi źle wyjść na zdjęciu. Skóry nie trzeba koniecznie matowić, nie trzeba nabłyszczać, można fotografować skórę w naturalnym stanie, jednak musimy liczyć się z tym, że chwilami mogą pojawić się przypadkowe odblaski, refleksy, jakby „przepolerowania”. Może być tak, że takie przypadkowe bliki, powstaną na skutek użycia przed sesją przez naszą modelkę środków kosmetycznych, na przykład, balsamu, bo może się okazać, że na jednych partiach ciała ma ona tego balsamu więcej, a na innych mniej i przy niezbyt fortunnym kącie padania światła, skóra na zdjęciu może mieć strukturę przypominającą wyglądem papier ścierny. W przypadku matu, takie coś się po prostu nie zdarzy, bo mat porządkuje powierzchnię i ją wyrównuje. W przypadku błysku cienie osiągają większą głębię, więc „doczerniają” to, co przeszkadza na skórze „sauté”.

JK: To może jeszcze kilka słów na temat body-painting.

WW: Body-painting nie jest dziedziną, która była w fotografii jakoś specjalnie eksploatowana. Malowanie ciała towarzyszy człowiekowi od prehistorii i jest zdecydowanie starsze, niż fotografia, ale współcześnie stosowane farby są przebadane dermatologicznie, więc nie powodują uczuleń. Nie można używać byle jakich farb, bo może to grozić nawet zatruciem, musi to być specjalna farba do malowania ciała. Są firmy, które produkują takie farby, pasty, werniksy, brokaty przeznaczone do nakładania na skórę. Do dyspozycji są farby począwszy od bieli, a skończywszy na czerni poprzez pełną gamę kolorów, są brokaty, są farby metaliczne – złote, srebrne, więc osoba chcąca eksperymentować w tym zakresie, ma pełne pole do popisu. Trzeba jednak pamiętać, że malowanie jest czasochłonne i wymagające wiedzy, chociażby dlatego, że na ciele są miejsca, gdzie z przyczyn anatomicznych, warstwa farby będzie się ścierać. Bardzo cenię to, co robi Agnieszka Glińska w jej „Art Color Ballecie”. Zajmuje się body-paintingiem od lat i doskonale wie, jak sobie radzić z farbą, tak, by później ciało nie wyglądało żałośnie.

JK: Czy w trakcie jednej sesji należy wykorzystywać jeden typ przygotowania skóry, czy też można skorzystać z różnych?

WW: Nie ma jakichś konkretnych wytycznych. To jest wyłącznie kwestia czasu, jakim dysponujesz. Oczywiście dobrze jest zachować logiczną kolejność i jako pierwsze wykonać zdjęcia „sauté”. Następnie przygotować ciało na mat i zrobić zaplanowane zdjęcia, a następnie prysznic, oliwka, sesja, znowu prysznic, który jest także jednym z rodzajów przygotowania skóry do sesji, bo daje dodatkową gamę możliwości. Zresztą przy zmywaniu oliwki, można poprosić dziewczynę, by ostrożnie umyła się pozostawiając nieco natłuszczony naskórek i pojawiła się na planie bez wycierania. Wtedy woda „perli” się na skórze pięknymi kroplami. Prysznic jest także praktyczny w sytuacji, kiedy w pracowni panuje upał – przydaje się wtedy do „studzenia” modelki (…śmiech). Kwestia stosowania różnego przygotowania ciała w czasie zdjęć, zależy nie tylko od posiadanego czasu, ale również od założeń zaplanowanej sesji. Tak się podziało, że miałem tak specjalistyczne sesje, kiedy, na przykład, nie robiłem nic innego przez cały dzień, tylko fotografowałem wyłącznie pośladki modelki, bo widziałem, że ta konkretna modelka ma bardzo ładny ich układ, kształt i fakturę. Ponieważ to chciałem wykorzystać, zastosowałem wtedy każdy rodzaj przygotowania powierzchni skóry. Jeżeli wykonuje się sesję body-paintingu, to na pewno nie wystarczy czasu na jeszcze coś dodatkowego, samo nałożenie farb trwa bardzo długo, a późniejsze retusze uszkodzonych miejsc są praco- i czasochłonne.

JK. Jaka jest potrzeba zastosowania matu, czy błysku, czy konieczne jest jedno, czy drugie?

WW: Właściwie to kwestia inwencji i kreatywności fotografa oraz celu, jaki ma zamiar osiągnąć. Jeżeli masz ochotę na to, aby „pobawić się” w gubienie detali, to wtedy dobrze zrobisz matowiąc skórę. Jeżeli jednak celem zdjęcia będzie wydobycie detali, do wygrasz nabłyszczając skórę. Ja zacząłem szukać możliwości osiągnięcia wysokiego połysku i wspólnie z modelką znaleźliśmy sposób na malowanie ciała pędzlem przy użyciu oliwki. Robiłem to po to, by z czasem wypracować sobie taki rodzaj pracy, kiedy w efekcie końcowym osiągnąć można na ciele wyłącznie refleksy światła. Chciałem uzyskać taki rezultat, kiedy znika ciało, a bryła jest zdefiniowana jedynie przez odblaski, kiedy nie ma już anatomii, a jedynie bliki dookreślają, gdzie jest wklęsłość, a gdzie wypukłość. Stosując taką technikę definiowania przez refleksy, zrobiłem mało zdjęć, z których jestem zadowolony, to są ciągle poszukiwania.

JK: Co mają zrobić początkujący – pobiec przed pierwszą sesją do sklepu kosmetycznego, nabyć pudry, makijaże i martwić się, że naniesienie fluidu może się nie udać?

WW: Absolutnie nie jest to konieczne. Można uzyskać fajne, estetyczne zdjęcia aktu przy fotografowaniu modelki bez jakiegoś specjalnego przygotowania powierzchni skóry. Ale to jest zupełnie jak wędkowanie (…śmiech). Jeżeli łowisz ryby na spławik, korci cię, abyś wypróbował różne przynęty, bo wtedy złowisz różne ryby. Jeżeli podejdziesz ortodoksyjnie do zagadnienia, na przykład: „O.K., łowię tylko na białego robaka”, to złapanie czasami innej, niż zazwyczaj, ryby będzie tylko przypadkiem. Oczywiście, jeżeli wykażesz takie same podejście do fotografii aktu, stwierdzając, że zawsze robisz zdjęcia „sauté” , możesz być miło zaskoczony, że ciało zaczęło się srebrzyć, przy akurat takim oświetleniu, może się zdarzyć, że w innej konfiguracji światła, skóra będzie np. matowa. Matowienie, czy wybłyszczanie ciała do zdjęć jest nie tylko poszukiwaniem innej formy estetycznej, to także rodzaj wykończenia pracy – to tak, jak rzeźba z ceramiki – kiedy wyjdzie z pieca jej powierzchnia jest subtelnie matowa, prawie jak powierzchnia skóry bez ingerencji kosmetyczki, możesz tę rzeźbę tak pozostawić, ale możesz również nanieść szkliwo – matowe, półmatowe, lekko błyszczące, bardzo błyszczące, za każdym razem rzeźba ta będzie inaczej wyglądać, mimo że jej kształt pozostał bez zmian.

JK: Wacku, bardzo dziękuję za kolejne podpowiedzi brane z praktyki i następnym razem będę chciał usłyszeć cos na temat stosowanego przez Ciebie oświetlenia w studio.

Rozmawiał: Jacek Kowalczyk

Wacław Wantuch fotografia Aktu – Relacja z mojego spotkania z mistrzem

Te dwa artykuły to tylko wierzchołek wiedzy – zamieściłem je by pokazać, że sam poważnie podchodzę do tematu – nie kończy się na tym, że umawiam się z „jakąś” modelką  i wykonuje „jakieś” zdjęcia. Zdjęcia na które umawiam się z modelką są zwykle dobrze przemyślane i zaplanowane. Zwykle pracując z modelką wypróbowuje różnego rodzaju triki, oświetlenie, ustawienie, itp. aby w momencie gdy mam już pracować z klientką wiedzieć i być pewnym co da konkretne ustawienie, co mam przygotować itp. Czas pracy z klientem to nie czas na moje eksperymenty – chyba że tego oczekuje klient 😉

Moje spotkanie z mistrzem to dwa dni pełne intensywnej pracy, rozmów, poznawania nowych rzeczy, uzupełniania wiedzy. Dwa dni które mogłem spędzić pod dachem rodzinnego domu Wacława Wantucha, kiedy mogłem poznać jak pracuje, w jaki sposób powstają jego prace, to spełnienie mojego marzenia. Wróciłem pełen ogromnej wiedzy, pomysłów i inspiracji. Przywiozłem mnóstwo zdjęć które miałem okazję wykonać w jego studiu modelce z którą współpracował przy ostatnich projektach.

Tu wielkie podziękowania dla modelki Agnieszki za wyrozumiałość, cierpliwość i wielką kreatywność. Wykonałem bardzo dużo zdjęć które na pewno wzbogaca moje portfolio, a które będę się starał sukcesywnie zaprezentować.

Oto zaledwie kilka prac z wielu które miałem okazję wykonać:

Wacku dziękuje bardzo za poświęcony mi czas – za wiele inspiracji i motywacji do dalszej pracy. Dużo dowiedziałem się i mam nadzieje wykorzystać tą wiedzę w najbliższym czasie w praktyce – jeszcze raz dziękuję – było mi miło gościć w Waszym domu i Twoim studio.